Czarnogóra. Miejsca, które musisz zobaczyć. Cz. I

Przyznaję się bez bicia: Czarnogóra to był kolejny zupełnie nieplanowany kierunek. Więcej słyszałam o Albanii, która właśnie przeżywa turystyczny rozkwit.  Prędzej tam zamierzałam postawić swoją stopę i wygrzać kuper. A jednak… Ryanair znów skusił nas cenami biletów i zaplanował wrześniowe wakacje 😉

O czym wpierw powinniście wiedzieć wybierając się do Czarnogóry:

  • jest to kraj poza Unią Europejską,
  • ale jego walutą jest Euro,
  • nie jest w Schengen, ale granicę możecie przekroczyć na podstawie dowodu,
  • jedna spora UWAGA dla smartfonowych zombie, którymi jesteśmy już w zasadzie wszyscy… NIE POLECAM używania polskiej karty SIM na terenie Czarnogóry. Roaming nie obejmuje strefy UE, więc stawki są zatrważające. I mean 200zł za pierwsze Kb danych. Jeśli wypychacie poduszki kasą, śmiało. Jeśli nie chcecie jeść żwiru po powrocie z Czarnogóry, kupcie na lotnisku ichnią kartę SIM. Są oferty na 7, 15 i 30 dni od 5 euro, a w pakiecie 1000GB na neta,
  • państwo zajmuje niewielki obszar, więc odległości są niewielkie,
  • ale to teren przede wszystkim górzysty (CzarnoGÓRA heloł!) i przemieszczanie się z punktu A do punktu B zajmuje prawie 2x więcej czasu niż w Polsce,
  • nie ma tu autostrad,
  • ale drogi są naprawdę niezłe, mimo że możecie naczytać się o tragicznym ich stanie. Czesi mają gorsze!
  • za to kierowcy to powtórka mentalności Włochów. Mają totalnie w zadzie wszelkie przepisy i uwielbiają życie na krawędzi. Dosłownie, bo kochają wyprzedzać na wąskich drogach, na zakrętach, tuż nad przepaścią, na podwójnej ciągłej. Natomiast w miastach byli bardziej opanowani. Nie rozjeżdżają pieszych na pasach jak Italiani.

 

Coś o wstępnych kosztach naszej podróży, bo o to przede wszystkim pytaliście na instagramie.

Po rekonesansie na bookingu, airbnb oraz grupach o Czarnogórze, wybraliśmy >> TEN << apartament nad Boką Kotorską .

Cena za 4 osoby w terminie 26.09-6.10.19 4253zł

Po pierwsze ze względu na widoki. Boka Kotorska nazywana jest bałkańskimi fiordami. To chyba najpiękniejsze miejsce w Czarnogórze. Po drugie, to całkiem niezła baza wypadowa nad morze, w góry i do sąsiadów: Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny, które także planowaliśmy odwiedzić. Po trzecie, sam apartament i cena bardzo do nas przemówiły 😉 Wieczorami widok na Kotor topniejący w blasku ulicznych latarni, poranki ze wchodzącym zza gór słońcem i nowym wycieczkowcem. Ale o tym więcej później.

Ofert noclegów jest na pęczki, na pewno znajdziecie coś dla siebie, także jeśli wolicie szum morza.  Nie liczcie jednak na spektakularne piaszczyste plaże. Te czarnogórskie dość szorstko obchodzą się ze skórą, bo większość jest kamienista lub żwirowa. Warto zabrać ze sobą buty do pływania. Poza tym widoki są miażdżące, a woda czysta i lazurowa.

Ceny w lokalnych sklepach i supermarketach są bardzo zbliżone do polskich. Jednak w restauracjach, sklepach z pamiątkami i wszystkim związanym z turystyką poziom cen jest prawdziwie europejski. Rzekłabym, że nawet zachodni 😉

 

okolice Muo

plaża w Dobrocie

gdzieś pomiędzy Perastem a Dobrotą

widok na Bokę Kotorską z twierdzy św. Jana

knajpka w Dobrocie

zachód słońca nad Zatoką Kotorską

Po ile upolowaliśmy bilety?

Lecieliśmy z Berlina Ryanairem. Za 4 osoby daliśmy 403,88euro. W tej cenie były 2x bagaże rejestrowane 20kg każdy, 4x bagaż podręczny do 10kg, wybór miejsc i pierwszeństwo wejścia na pokład.

 

Jak poruszaliśmy się na miejscu?

Zarezerwowaliśmy przez internet auto  z firmy Terraecar z pełnym ubezpieczeniem na 10 dni za 340euro. Odbieraliśmy je i zawoziliśmy na lotnisko w Podgoricy. Wpłata całkowicie gotówką, nie potrzeba było danych karty kredytowej.

widok na Herceg Novi i zatokę z Forte Mare

Coś o samych mieszkańcach Czarnogóry oraz o turystyce

Czarnogórcy to niezwykle mili i otwarci ludzie. Z pochyloną głową przyznaję, że spodziewałam się mentalności prosto ze >> Slavorum << (nie znacie? Jeżuuuu, musicie!). Nie spotkałam jednak żadnego Gorana (odpowiednika naszego Seby) w przykucu słowiańskim, otwierającego piwo jedynym pozostałym siekaczem.

Poznałam za to ludzi tak serdecznych, uśmiechniętych i bezproblemowych, że życzyłabym naszemu narodowi takiego podejścia!

Tak, tu mówi się po angielsku.

Tak, są tu supermarkety (tyle że regionalne, nie ma Lidla, Biedronki czy Tesco), przeróżne sklepy branżowe i restauracje z kuchniami świata. A wszystko otwarte od brzasku do nocy. Dla przykładu, piekarnia niedaleko nas była czynna od 6 rano do północy a supermarket od 7 do 23. DZIEŃ W DZIEŃ. Pracują wytrwale, ale bez pośpiechu. Na kasie w markecie nie ma Pani z Biedronki, która tak szybko kasuje, że towar muszę łapać w locie. Tu jest powoli, co może nas Polaków nieco wnerwiać 😉

 

nasze zamówienia w restauracji Konoba Portun w Dobrocie. Po lewej kalmary ze szpinakiem, po prawej makaron z kozim serem w sosie orzechowym. POLECAM!

restauracja Konoba Portun w Dobrocie

Nie, nie spotkaliśmy się z większą nieuprzejmością (wiadomo, wszędzie może się zdarzyć) czy z jakimkolwiek oszustwem. Ale bywało, że nie otrzymywaliśmy paragonu. Szczególnie na lokalnych straganach, ale w piekarni też wiele razy ekspedientka nie wystukała na kasie pieczywa. U nas to by nie przeszło 😉

dość znany i często fotografowany sklep z pamiątkami w Kotorze

Z moich pozostałych spostrzeżeń wynikających bardziej z dbałości o styl życia: Czarnogóra jest w ciemnej d*** jeśli chodzi o segregację śmieci, zdrową żywność czy ograniczanie plastiku. Przed Polską jeszcze ogrom pracy, ale tam… Wszystko wrzuca się do jednego wora (faktem jednak jest, że w przeciwieństwie do takiego Rzymu, tam na ulicy nie śmierdziało), WSZYSTKO pakuje się w foliowe woreczki (jakże szlochałam, że nie mogę wziąć luzem pomidorków na wagę, bo MUSZĘ to wszystko zważyć w ICH foliówce), do niemaal wszystkich napojów dają słomki 2,3,4, brakuje ich tylko w zupach. Na półkach w sklepach królują produkty z tak syfiastym składem, że po 3 dniach moja cera błagała o litość, a ja na próżno szukałam działu z jakimikolwiek NORMALNYMI przekąskami. Nawet paluszki miały olej palmowy a zwykłe jogurty naturalne cukier i skrobię.

Nie od razu Rzym zbudowano… Po kilku wizytach w piekarni Pani wiedziała już, że my z tych „NO BAG”,  do marketu chodziliśmy z własnymi torbami, a w restauracjach rezygnowaliśmy z rurek. Nie zawsze się udawało, bo plastik jest tam wszechobecny, ale może dzięki takim zachowaniom turystów Czarnogórcy zaczną brać z nich przykład?

Najbardziej jednak moje serce rozdarły widoki na wyspie Hawaii (Sveti Nikola), gdzie moim oczom na pięknej plaży wśród ogromnych wpadających do morza skał leżały sterty śmieci: słomki, kubki, chusteczki, pieluchy oraz ludzkie odchody. Z jednej strony świadczy to o turystach, z drugiej brakowało na wyspie śmietników. Toalety były, więc tego nawet nie skomentuję.

Hawajska Wyspa (Sveti Nikola) na pierwszy rzut oka wygląda jak raj

niestety przy bliższym spotkaniu rozczarowuje. Pełno tu śmieci a niedaleko murka, na którym stoję, leżały ludzkie odchody.

przyznaję jednak, że mimo wszystko, woda jest tu czysta i ma piękny kolor

To było w zasadzie jedyne nieprzyjemne spostrzeżenie o Czarnogórze. Ten kraj ma ogromny potencjał. Dla mnie to połączenie Chorwacji, Włoch i Bułgarii. Nie jest (jeszcze?) skomercjalizowany, wciąż nieco dziki, z piękną architekturą oraz bujną różnorodną roślinnością. Nie wspominając o ukształtowaniu terenu! Gdyby weszli do UE, szybko by nas przegonili.  Tak właśnie uważam.

A czy słusznie? Może ocenicie na podstawie zdjęć, które przywiozłam stamtąd.

Kotor

Nazwa wywodzi się od słowa Dekatera ze starogreckiego słowa Katareo – oznaczającego, gorąco. Cóż, ja twierdzę, że pochodzi raczej od licznie zamieszkujących miasto kotów. Jest ich pełno w całej Czarnogórze.

Do Kotoru mieliśmy 20 min pieszo, więc mogliśmy pozwolić sobie na poranne oraz wieczorne wycieczki. Dlatego na moich zdjęciach z tego miasta nie ma tłumów. To POŚWIĘCENIE z mojej strony, bo na Starym Mieście udawało mi się pojawić tuż przed wysypującymi się z wielkich wycieczkowców turystami, czyli tak po 7 rano. Codziennie w zatoce cumowały nowe ogromne statki. Czasem jeden, czasem dwa. Każdy z nich mieścił od kilkuset do nawet kilku tysięcy osób. Wyobraźcie sobie, że nagle taki tłum zaczyna oblegać miasto… do tego jeszcze dodajcie innych przyjezdnych. A my i tak byliśmy poza sezonem.

 

 

Punktem obowiązkowym w tym mieście jest zaliczenie twierdzy św. Jana, skąd jest wspaniały widok na Zatokę Kotorską. Ma on jednak swoją cenę (i nie mam na myśli 8 euro za wstęp), ale 1500 schodów i liczne wyślizgane kamienie, które trzeba pokonać podczas wspinaczki. Ci mniej dysponowani mogą zakończyć wycieczkę w kilku niżej położonych punktach tej góry. Po prostu im wyżej wejdziecie, tym więcej Zatoki się przed Wami odsłoni. Warto jednak zdobyć szczyt dysząc, sapiąc i podarować swoim mięśniom zakwasy następnego dnia.

na zdjęciu dwa ogromne wycieczkowce, ten większy mieścił co najmniej tysiąc osób

Jedyne zdjęcie, jakie mamy razem z Izą i Radkiem. Posłużyłam się tutaj patentem na „żywy statyw”. Czyli ustawiłam parametry, kadr, włączyłam samowyzwalacz i dałam pierwszej złapanej osobie, by potrzymała aparat. WUALA! Jest wszystko, jak trzeba. Razem z ostrością na NAS:D

Herceg Novi

Istna perełka! Jestem ogromną fanką czarnogórskiej architektury. Kamieniczki z kamieni, ta nazwa wreszcie ma dosłowny sens. Urocze zielone, niebieskie lub brązowe okiennice, schodki, drewniane drzwi i mnóstwo roślinności: dzikiej, zasadzonej, przystrzyżonej lub nieokiełznanej. Herceg Novi to także schody, schody i jeszcze raz schody. Wspinasz się lub schodzisz, by potem znów zacząć od początku. Chodniki są piękne, ale w wielu miejscach ze względu na materiał, dość niebezpieczne. Wyślizgane a po deszczu zapraszam na taniec figurowy. Dobre buty i zwiększona czujność na pewno pomogą. Warto powspinać się dla takich widoków!

 

 

3 thoughts on “Czarnogóra. Miejsca, które musisz zobaczyć. Cz. I”

  1. Bardzo ciekawy blog! Piękne zdjęcia! Świetnie opisane zawiłości turystyczne, dziękuję.
    Z pewnością jeszcze tu zajrzę:)
    a z tym śmierdzącym Rzymem to bym polemizowała:)

    Pozdrawiam serdecznie:)

Skomentuj wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry