O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz. I

Wyspy Kanaryjskie nigdy nie były naszym kierunkiem marzeń. Ot, ciepłe miejsce, gdzie można uciec przed zimą przez cały rok.
Zdanie zmieniłam, gdy zobaczyłam zdjęcia moich znajomych, ukazujące krajobrazy totalnie nie europejskie. Jako fotograf bacznie przyglądam się sceneriom, jakie odwiedzają moi najbliżsi. Nie zaskoczę Was, że szukam miejsc, które napełnią radością moje fotograficzne serce i znajdę w nich potencjał do uwiecznienia zarówno widoków jak i mojej skromnej osoby. Mimo zachwytów i początkowego zapału, nie było nam jednak po drodze na Kanary.
Pierwsza okazja nadarzyła się 2 lata temu. Polecieliśmy wtedy na jedną z mniej znanych wysp archipelagu- La Palmę. Wystarczyło mi 8 dni, by zostawić w tym miejscu całe swoje serce. A wiedziałam, że to maleństwo jest tylko zapowiedzią tego, co czeka nas na innych wyspach.
W tym roku tak bardzo zatęskniliśmy za tym klimatem, że ponownie obraliśmy kierunek nad Ocean Atlantycki. Po przeczytaniu wielu podróżniczych blogów, zapisaniu się do grupy na facebooku ( TA  jest fajna) i obejrzeniu mapy wyspy w Google maps, wybraliśmy Teneryfę.

 

LOT

Podróż na Wyspy Kanaryjskie trwa lekko ponad 5h samolotem. Jeśli odpowiednio wcześnie kupicie bilety, to możecie złapać okazję nawet za 600zł z wykupionym bagażem rejestrowanym. Nam udało się za 750zł/os, z bagażem rejestrowanym 20kg, pierwszeństwem wejścia na pokład z bagażem podręcznym do 10kg i rezerwacją miejsc. Wylot z Berlina liniami Laudamotion należącymi do Ryanair (zaklinałam się, że już nigdy więcej z nimi 😀 Nie obyło się bez komplikacji- na Teneryfę dolecieliśmy z 3h opóźnieniem. Niestety nie mamy lepszej i bliższej alternatywy ze Szczecina…).

 

TANIA BENZYNA

Teneryfa, jak i pozostałe wyspy archipelagu, ma swój system podatkowy 5-7% (nie ma VAT). Dlatego benzyna kosztuje tutaj około 1 euro, a pozostałe produkty i usługi są tańsze niż na kontynencie. Wypożyczenie Seata Ibizy na 11 dni kosztowało nas 130euro. Niemal tyle samo zapłaciliśmy w ubiegłym roku za auto w Apulii na 4 dni… Jak tu nie kochać tej wyspy?

 

WSZĘDZIE BLISKO

Mimo że jest to największa z Wysp Kanaryjskich, jej wymiary nie są imponujące. Ma około 80 km długości i 50 km szerokości, co oznacza, że wszędzie jest blisko, ale… trzeba pamiętać o tym, że na północy pojawiają się kręte drogi, co wydłuża czas przedostania się z jednej części na drugą przez wyższe partie wyspy. Jednak jeśli ktoś bardzo się uprze, może w jeden dzień objechać całą wyspę. OBJECHAĆ, bez zatrzymywania się. Tylko po co, skoro dookoła jest tyle pięknych widoków?

 

W poszukiwaniu rozumu 😉 w Santa Cruz

Spacer brzegiem oceanu między Puerto de Santiago a miastem Acala

Zachód słońca w Puerto de Santiago

Sukulenty niczym pelargonie

Coś jakby plaża…w Acala

 

DOBRA INFRASTRUKTURA

Kiedy zbliżaliśmy się do lotniska na wyspie, byłam przerażona. Samolot leciał nad popękaną ziemią, skałami i jakimiś wyrwami w ziemi. Moje pierwsze wrażenie o wyspie było więc  takie sobie.

Ale gdy tylko odebraliśmy bagaż i poszliśmy do wyjścia z zamiarem wypożyczenia auta, pierwsze nieprzyjemne doznania zaczęły znikać. Na lotnisku będziecie prowadzeni jak za rękę. Od razu zobaczyliśmy ciąg wypożyczalni do wyboru do koloru. Po załatwieniu formalności bez problemu znaleźliśmy ogromny parking, gdzie zapakowaliśmy się do naszego auta. Wszystko dokładnie oznaczone, ponumerowane i podzielone wg firm wypożyczających. Rewelacja!

Widok na drugą część Mirador Las Teresitas i wijącą się wzdłuż klifów drogę

 

ŁAGODNY KLIMAT

Wyspy Kanaryjskie upodobaliśmy sobie właśnie ze względu na klimat. Jest dla nas optymalny! Temperatura przez cały rok waha się między 20 a 30 stopni, a amplitudy między nocą a dniem są równie niewielkie. Akurat w tym roku trafiliśmy na bardzo gorące dni podczas urlopu (przez 10 dni na przełomie września i października było nie mniej jak 26 i nie więcej jak 32 stopnie). Ale serio, w Polsce nie wyrabiałam przy temperaturze powyżej 28 stopni, a tutaj… zupełnie inna odczuwalność. Do tego w nocy można normalnie spać, bo jest przyjemne 19-20 stopni.

Mówię oczywiście o wybrzeżu. Jeśli pojedziecie na szczyt wulkanu Teide, to lniane krótkie spodenki mogą okazać się najszybszą drogą do przeziębienia.  Podobnie jest, gdy wybierzecie się w góry Anaga. Szczęściarzem jest ten, co załapał się na słońce w tej części. Nam się nie udało, do tego kurtka i cieplejsze buty były bardzo przydatne. Więcej o klimacie Teneryfy przeczytacie TUTAJ.

 

 

LUDZIE

Myślę, że klimat tego miejsca udziela się w nastrojach mieszkańców wyspy. Ciekawe jest to, że pomimo tego, że Teneryfa jest popularnym kierunkiem wakacyjnym, Kanaryjczycy wciąż podchodzą do turystów i turystyki z entuzjazmem. Są szczerze sympatyczni i pomocni. Każdy dzień upływa im powoli (może wpływ na to ma także fakt, że słońce wstaje tam dość późno- w październiku do około 8 rano było ciemno…). Tak więc nie spieszą się, nie pędzą i mam wrażenie, że doceniają to, co mają i gdzie mieszkają. Same dobre słowa mogę powiedzieć także o kierowcach (a o dziwo znaczny ich procent stanowią turyści!). Kultura jazdy jest tutaj na wysokim poziomie. To zupełnie inny obraz niż we Włoszech, gdzie trzeba mieć nerwy na wodzy i oczy dookoła głowy- zarówno jako kierowca jak i pasażer. Jeśli dodać do tych wszystkich pozytywnych cech znajomość języków: angielskiego, niemieckiego a nawet polskiego, to Kanaryjczycy jawią się jako naprawdę fajni ludzie 🙂

 

UROZMAICONE PLAŻE

Wiem, że w kwestii plaż króluje Fuerteventura, ale Teneryfa ma pod tym względem ogromnego plusa za  ich różnorodność. Mając porównanie do La Palmy, gdzie plaż znaleźliśmy kilka i wszystkie były czarne, Teneryfa daje pełen popis możliwości. Nie byliśmy na wszystkich, bo czasu nam nie wystarczyło, ale te, które mieliśmy okazję poznać, zapamiętamy na długo- każda inna!

 

Playa de la Tejita, z brązowym grubym piaskiem, wietrzna i kto lubi, może opalać się w naturalnym odzieniu 😉

Po drugiej stronie tej góry, jest druga plaża. El Medano jest jedną z moich ulubionych plaż. W jednej części raj dla kite surferów, w drugiej z małą promenadą z restauracjami i maleńkimi zatoczkami tworzącymi mini plaże. Skałki mają jasny żółtawo- pomarańczowy kolor, natomiast czarny piasek mieni się w słońcu na srebrzysto.

Las Teresitas ze słynnym punktem widokowym. Sama plaża dosyć szeroka z jasnym piaskiem z… Sahary. Zejście do lazurowej wody jest łagodne a na plaży można schować się przed słońcem w cieniu palm

Widok z plaży na El Sculum

Playa del Bollullo- czarna plaża położona między stromymi klifami. Żeby się na nią dostać samochodem (bo na piechotę to spory kawałek), trzeba mieć stalowe nerwy. Droga do niej prowadząca jest wąska, kręta, pomiędzy murami plantacji bananów, dlatego nie widać, co i kto będzie za zakrętem.  Ale jak już się tam dostaniecie…ten widok wynagrodzi Wam wszystko.

Playa Abama, kameralna, pięknie położona. Tuż obok znajdują się małe baseny naturalne. Kiedyś była to plaża należąca tylko do hotelu. Ale by zachęcić turystów, hotel udostępnił ją dla wszystkich, bo aby się tam dostać, trzeba przejść przez teren hotelu. Goście hotelowi mogą dostać się na dół na dwa sposoby: melexem lub kolejką linową!

Playa Del Deque ładna i szeroka, ale są ciekawsze 🙂

Dwie niewielkie czarne plaże niedaleko naszego hotelu w Puerto de Santiago. Pierwsza to La Arena

druga Playa Chica

 

TUTAJ <   znajdziesz drugą część wpisu

 

Na moim profilu na Instagramie  —>   O TUTAJ   <–   w wyróżnionych relacjach „TENERYFA” znajdziecie moją relację z wycieczki: zdjęcia, filmy, dodatkowe porady i wrażenia „na żywo”. Zapraszam!

Jeśli macie pytania odnośnie Teneryfy, śmiało piszcie w komentarzach. A może już tam byliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami 🙂

 

 

 

3 thoughts on “O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz. I”

  1. Pięknie to opisałaś zupełnie tak jakbym tam z Tobą była Oj fajnie by było oderwać się od codzienności i wyruszyć w taka podróż. Dzięki Tobie choć na 5minut się to udało. 🙂

    1. Agnieszka Tylka-Andrzejewska Fotograf

      Dziękuję! To zaledwie 1 część z 3…dalej będzie się działo 😉 A marzenia trzeba spełniać!

Skomentuj wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry