O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz. II

W tej części wpisu ( I część dostępna —>  TUTAJ  <— ) przekonacie się, jak różnorodna jest Teneryfa i jak bardzo potrafi zaskoczyć. Na jednej wyspie możecie nagrać wzruszający sequel „Uwolnić orkę”, przyprawiający o ciarki horror/ serial – taki „Dark” wyglądałby tam świetnie, albo nakręcić kolejną część „Marsjanina”.

Gotowi na seans?

NATURALNE BASENY

Ciągle będę porównywać Teneryfę do La Palmy, ale trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że La Palma jest trochę miniaturą Teneryfy. Tam pierwszy raz zobaczyliśmy naturalne baseny i nie mogliśmy się nadziwić, jak natura pięknie pomogła człowiekowi w ich zagospodarowaniu. Na Teneryfie było ich o wiele więcej (choć wszystkich nie pokazuję tutaj).  Nie zapomnijcie zatem zabrać ze sobą sprzętu do nurkowania, bo w tych basenach będziecie mogli podziwiać podwodne życie w 5D 😉 Zresztą, nie tylko w basenach. Sam ocean to bogactwo fauny i flory.

 

Widok na baseny Garachico

Baseny naturalne Piscinas Naturales de Garachico El Caleton

Baseny naturalne w Puerto de la Cruz

 

LOS GIGANTES I MASCA

Gigantyczne klify pionowo wpadające do oceanu to widok, jaki mieliśmy na co dzień. W Puerto de Santiago mieliśmy bazę wypadową i stąd było blisko do wąwozu Masca lub do portu, z którego wypłynęliśmy podziwiać delfiny w ich naturalnym środowisku. Apropo delfinów… Na Teneryfie w każdym biurze turystycznym i  na kolorowych plakatach na ulicy znajdziecie ofertę Loro Parque. Jest to prywatny ogród botaniczno-zoologiczny, w którym można oglądać także pokazy delfinów, orek, papug i lwów morskich. My się na tę atrakcję nie zdecydowaliśmy z prostego powodu: nie chcemy dopłacać do biznesu, w którym zwierzęta są tresowane i zabierane z naturalnego środowiska. Zanim wybierzecie ten rodzaj rozrywki, zastanówcie się, jak tam te zwierzęta trafiły, czy tak powinno wyglądać ich życie? Więcej informacji na temat działalności Loro Parque a także o innych pułapkach turystycznych na Teneryfie znajdziecie TUTAJ.

Zamiast tresowanych zwierząt polecam zamiennie rejs katamaranem, statkiem lub inną jednostką w poszukiwaniu delfinów i waleni. Macie 100% gwarancję, że je ujrzycie. Tzn. delfiny, a konkretnie 6 gatunków. Przy odrobinie szczęścia ujrzycie ich szalone skoki w wodzie- bez tresury, bo po prostu mają na to ochotę. Co do waleni… chyba trzeba by było liczyć na cud 😉

 

Widok ze statku na Los Gigantes

Pojawili się pierwsi śmiałkowie…

My mieliśmy okazję poznać się bliżej z grindwalami

Podziwialiśmy również wyspę od strony wody. W tle góruje wulkan Teide

Plaża, na którą od strony lądu schodzi się wąwozem z wioski Masca. Aktualnie ta trasa jest remontowana i niestety na plażę można dostać się tylko od strony wody

Podczas rejsu przewidziana była kąpiel i skoki do wody. Michał nie mógł sobie odmówić 🙂

Widok na wioskę Masca a niżej zejście do wąwozu

Wioskę zamieszkuje około 100 osób

Bardzo urokliwe miejsce, gdzie możecie zjeść świeże mango i opuncje. Pycha!

 

GÓRY ANAGA

Te góry śniły mi się po nocach, od kiedy znalazłam o nich wpis na jednym z blogów podróżniczych. Wiedziałam, że musimy tam pojechać, by zobaczyć zupełnie inne, zielone i wilgotne oblicze Teneryfy. Nie zawiodłam się. Położone w najbardziej wysuniętej na północny- wchód części Góry Anaga otulone były chmurami w dniu naszej wycieczki. Z jednej strony widoczność była zerowa i mogliśmy pożegnać się z podziwianiem krajobrazów, z drugiej strony ta „mgła” dodawała takiego klimatu i magii, że nie wyobrażam sobie tej scenerii w pełnym słońcu. Niskie chmury nie ułatwiały nam jazdy samochodem po krętych i stromych drogach. Czasami jechaliśmy 10km/h, bo nie byliśmy pewni, czy przed nami jest przepaść, czy prosta droga…

 

Zaczęło robić się klimatycznie…

A potem chciałam organizować ekipę do nakręcenia horroru

Wszędzie mgła, wilgoć i mchy. Zupełnie inny obraz Teneryfy

 

WULKAN TEIDE

Położony w centrum Teneryfy Park Narodowy jest największym i najstarszym z czterech parków istniejących na Wyspach Kanaryjskich. Nad jego powierzchnią liczącą 190 km2 (18 990 hektarów) wznosi się Teide o wysokości 3 718 m n.p.m. stanowiący najwyższy szczyt Hiszpanii. To obowiązkowy punkt, który musicie zobaczyć. Sceneria Parku Narodowego Teide jest nieporównywalna do żadnej w Europie. Trochę jak w Parkach narodowych w USA, trochę jak na księżycu, trochę jak w Australii. Ja co chwila wzdychałam do tych widoków a Michał musiał co 5 minut zatrzymywać auto, żebym mogła zrobić zdjęcie. Nie wspięliśmy się ani nie wjechaliśmy na sam szczyt wulkanu. Do tego potrzebna jest wcześniejsza rezerwacja kolejki oraz zdobycie pozwolenia do pieszych wędrówek po szczycie nawet na kilka miesięcy wcześniej. Ale warto wybrać się choć do samego Parku i podziwiać zarówno otoczenie, jak i majestatyczny wulkan.

Route 66 !

Teide ma zadatki na modela. Nie ma to jak dobrze wyglądać z każdej perspektywy…

Po co lecieć na Marsa, jak „pod ręką” na ziemi mamy swoje zakątki?

Jaszczurek na Wyspach Kanaryjskich jest pod dostatkiem. Te małe „warany” są bardzo żarłoczne. Pewnie dla tego na Kanarach ciężko znaleźć jakiegokolwiek owada

Na koniec- nasze kino akcji i romans 😉

 

 

Wkrótce trzecia i ostatnia część wpisu jest TU.

 

Na moim profilu na Instagramie  —>   O TUTAJ   <–   w wyróżnionych relacjach „TENERYFA” znajdziecie moją relację z wycieczki: zdjęcia, filmy, dodatkowe porady i wrażenia „na żywo”. Zapraszam!

Jeśli macie pytania odnośnie Teneryfy, śmiało piszcie w komentarzach. A może już tam byliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami 🙂

 

 

2 thoughts on “O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz. II”

Skomentuj wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry