O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz.III

Oto trzecia i ostania część wpisu o naszej wycieczce na Teneryfę. Poprzednie części znajdziecie TU i TU.

W tej części opowiem Wam o sąsiadującej z Teneryfą maleńkiej La Gomerze: jak się tam dostać i zaplanować podróż. Będzie również o moich rozterkach jeszcze przed wybraniem się na Teneryfę, czyli jak nasłuchałam się złego zarówno o północnej jak i o południowej części wyspy. A na sam koniec przygotowałam krótkie podsumowanie.

Zatem zwiedzamy dalej!

LA GOMERA

Będąc na Teneryfie, warto rozważyć wycieczkę na sąsiadującą wyspę położoną około 50km dalej. La Gomera jest tak malutka (jeszcze mniejsza od La Palmy), że dostać się na nią można tylko promem. I tutaj od razu odradzam pomysł wybrania się tam we własnym zakresie, np. autem + promem. Po pierwsze dlatego, że kiedy wypożyczacie auto na Teneryfie, to objęte jest ono ubezpieczeniem tylko na tej wyspie. W umowie znajdziecie zapis zakazujący opuszanie wyspy samochodem. Można co prawda wcześniej ustalić dodatkowe zapisy o możliwości zwiedzania autem innych wysp, ale drugi argument ostudzi Wasz zapał. Przeprawa autem osobowym to koszt 600-700zł dla dwóch osób w dwie strony.  Poza tym zwiedzanie wyspy na własną rękę w jeden dzień to trochę strata czasu. Polecam zatem wykupienie wycieczki w lokalnym biurze turystycznym. My akurat trafiliśmy na pracującego tam Polaka, który przy okazji opowiedział nam o wyspie (Teneryfie) mnóstwo wspaniałych rzeczy i doradził, co koniecznie musimy zobaczyć.  La Gomerę warto „zwiedzić” jeepami (za taką wycieczkę zapłaciliśmy 85euro/os). Jest to raczej objazdówka, ale w programie przewidziane są postoje na punktach widokowych, obiad w restauracji czy krótki spacer po lesie. Wrażenia z takiej wycieczki są niesamowite: otwarty dach, wiatr we włosach i co chwila zmieniające się „na żywo” krajobrazy.

Drugą opcją jest wycieczka autokarowa (ok. 70euro/os). Jest nieco tańsza, ale La Gomerę ogląda się zza szyby… Wyobrażacie sobie mnie robiącą tak zdjęcia? 😉

 

Widok z promu na oddalającą się Teneryfę

Zielona La Gomera

Tam gdzieś jest nasz jeep. Po prawej plantacja bananów na La Gomerze

Stromo. Michał nie podchodził…

Kawiarnia z punktem widokowym na La Gomerze

W tle widok na Teide na Teneryfie

San Sebastian. Stolica La Gomery

PÓŁNOC CZY POŁUDNIE WYSPY?

Przyznam szczerze, że miałam ogromny mętlik w głowie, kiedy szukałam noclegu na Teneryfie. Po prostu naczytałam się zbyt wielu informacji, często sprzecznych ze sobą totalnie.

I tak miałam nie lada orzech do zgryzienia, czy wybrać bardziej suche i surowe południe wyspy, ale gwarantujące więcej słońca i ciepła, czy zieloną i urozmaiconą północ z ryzykiem pochmurnych dni, deszczu i nieco niższą temperaturą. Kiedy jedni zachwycali się roślinnością i pięknymi miastami z tubylcami na północy (np. Puerto de la Cruz), drudzy jako kontrargument podawali wspaniałą pogodę i mnóstwo atrakcji typowo turystycznych na południu (Costa Adeje). Ostatecznie wybraliśmy hotel ni to na północy ni to na południu w Puerto de Santiago niedaleko pięknych klifów Los Gigantes.  I powiem Wam, że ten wybór był ok, ale… te wszystkie opinie północ vs  południe wydały mi się przesadzone. Owszem, południe jest suche a północ bardziej wilgotna i zielona, jednak nie jest regułą, że na północy jest ciągle pochmurno. Nam trafiła się naprawdę wspaniała pogoda… Znowu o południu, czyli o Costa Adeje naczytałam się, że sami mieszkańcy wyspy wstydzą się tego miejsca, bo to typowy kurort, same kasyna, sklepiki, deptaki, hamburgery i inne atrakcje typowo pod turystów, gdzie nie uświadczycie prawdziwej Teneryfy. Jestem ciekawa, co w takim razie powiedzieć o kurortach nad naszym Bałtykiem? To dopiero jest fuzja kolorów, dźwięków, zapachów i atrakcji bez ładu i składu, gdzie zewsząd krzyczą walące po oczach szyldy i reklamy 🙁 Na Costa Adeje były te wszystkie promenady z atrakcjami, ale cała infrastruktura od sklepów i restauracji, przez hotele, chodniki, fontanny po pięknie zadbaną roślinność wyglądała naprawdę przyjemnie. A wszystko to w podobnej tonacji, bez krzykliwych witryn, billboardów, reklam. Naprawdę można przeżyć w takim kurorcie, a szczególnie już, gdy wiemy, że na północ wyspy dostaniemy się w max 1,5h i vice versa.

La Orotava. Przepiękne miasto na północy Teneryfy

Puerto de la Cruz

Basen przy jednym z hoteli nad brzegiem oceanu. Miał jakieś 200m długości…

Miasteczko Acala

 

PODSUMOWANIE

Teneryfa zachwyci na pewno wielbicieli przyrody i krajobrazów. Sceneria zmienia się z każdym kilometrem: od plaż, przez roślinność po ukształtowanie terenu czy klimat. Wszystko to znajduje się w niewielkich odległościach, które najlepiej pokonywać wypożyczonym autem ze względu na wygodę i niewielki koszt.

Próżno jednak szukać tu ciekawej architektury. Nawet w samej stolicy Santa Cruz zabudowa nie specjalnie powala…Najpiękniejszym miastem, które odwiedziliśmy, okazała się La Orotava z kolonialnymi domami. Nie nastawiajcie się także na szerokie plaże z delikatnym piaseczkiem. Owszem, w pierwszym wpisie zachwalałam ich różnorodność i piękno, ale są to plaże specyficzne i bardzo odmienne od naszych bałtyckich. Mi akurat ta inność bardzo się spodobała. Uwielbiam plaże z widokiem, które sąsiadują z klifami czy górami i na które wcale nie tak łatwo się dostać- jest wtedy szansa na samotne kąpiele w oceanie i słońcu.

W końcu Teneryfa to wiecznie ciepła wyspa. Najlepszy czas na jej odwiedzenie to kwiecień-listopad. Pozostałe miesiące są bardziej ryzykowne pogodowo, choć pogoda uwielbia płatać figle i ponoć w lipcu 2018 roku wielu polskich turystów było rozczarowanych, gdy po przylocie z 30st Polski na miejscu zastawali „ledwo” 23st. Maj ponoć również nie należał do najcieplejszego okresu w tym roku. Myślę jednak, że wszystko zależy od Waszego nastawienia i oczekiwań. Dla mnie nie jest warunkiem koniecznym bezchmurne niebo i 30st. Kocham chłonąć widoki i tylko całodniowe ulewy popsułyby mi humor, że są pewne ograniczenia w odkrywaniu nowych miejsc. Na szczęście na Teneryfie kiedy w jednej części pada i jest chłodno (w sensie 20st), w innej pogoda może być całkowicie inna i wystarczy pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej, by cieszyć się ciepłem i słońcem 🙂

W marcu podejmujemy wyzwanie i sprawdzimy, jak o tej porze sprawuje się Fuerteventura. Tak nam się spodobały te Kanary!

 

Na moim profilu na Instagramie  —>   O TUTAJ   <–   w wyróżnionych relacjach „TENERYFA” znajdziecie moją relację z wycieczki: zdjęcia, filmy, dodatkowe porady i wrażenia „na żywo”. Zapraszam!

Jeśli macie pytania odnośnie Teneryfy, śmiało piszcie w komentarzach. A może już tam byliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami 🙂

 

2 thoughts on “O tym, jak pokochaliśmy Teneryfę cz.III”

    1. Agnieszka Tylka-Andrzejewska Fotograf

      Jest deszcz, jest zieleń 🙂 dlatego zmieniliśmy lokalizacje i objeżdżaliśmy wyspę, żeby poznać jej wszystkie uroki.

Skomentuj wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry