Podróż w stronę marzeń. Apulia cz.2

W drugiej części wpisu (pierwszą znajdziesz >> tutaj <<) będzie jeszcze więcej lazurowej wody, przepięknych widoków i czarujących miast. Na sam koniec natomiast przygotowałam kilka ciekawostek i podsumowanie naszej podróży w liczbach. Zapraszam w dalszą podróż 🙂

Półwysep Gargano

To zdecydowanie najbardziej wyczerpująca podróż podczas naszego wyjazdu. Z Monopoli do Vieste mieliśmy do pokonania w jedną stronę 217km. Ale każdy kolejny kilometr pokazywał nam, jak bardzo było warto! Półwysep Gargano spodoba się osobom ceniącym przyrodę i wspaniałe widoki. Oczywiście tę podróż mieliśmy zaplanowaną wcześniej i wiedzieliśmy mniej więcej, czego się spodziewać. Droga do miasta Vieste już na samym półwyspie jest dość kręta a ulice wąskie. Nie polecam osobom z chorobą lokomocyjną oraz świeżo upieczonym kierowcom.

Jeśli nie straszne Wam odległości i wymagania, to miejsce wynagrodzi Wam wszelkie niedogodności. Wśród krętych dróg warto zatrzymać się na poboczu, by uwiecznić cudowne krajobrazy.

Tuż przed Vieste zatrzymaliśmy się także na szerokiej piaszczystej plaży, zupełnie wyludnionej i tak totalnie innej od tej w Barlettcie!

Natomiast Vieste to już wisienka na torcie. Miasto na skałach pośród turkusowej wody. A do tego oczywiście uliczki, knajpki, włoski luz. Jest również i plaża z widokiem na miasto. Wrażenia niezapomniane!

Z Vieste skierowaliśmy się jeszcze dalej do Peschici biało-błękitnego miasteczka także wybudowanego na skałach. Biel domków kontrastuje tutaj z niebieskimi akcentami takimi jak drzwi, okiennice czy ławeczki. Miejsce mniej znane niż Vieste, ale nie mniej urokliwe. No i ten spokój… Ostrzegę jednak, że Włosi są bardzo wierni sjeście i jeśli w mniejszych miastach szukacie jakiegoś sklepiku albo restauracji między 13 a 17, to może być problem. My niestety przygotowaliśmy za mało prowiantu i do Monopoli wróciliśmy tak głodni (około 22), że było nam wszystko jedno, czy zjemy ośmiornicę czy wczorajszą suchą bułę.

Południowe wybrzeże (Grotta Della Poesia, Torre Sant’ Andrea,Baia Dei Turchi, Otranto, Ostuni)

Ta wycieczka to marzenie mojego męża, ale także i moje. Uwielbiam nietypowe plaże z piękną przejrzystą wodą, a właśnie takie widoki obiecywało nam południowe wybrzeże Apulii.

Tym razem podróż była zdecydowanie krótsza i łatwiejsza. Niemal całą drogę jechaliśmy ekspresówką. Pierwszym naszym przystankiem była Grotta Della Poesia. Nazwa ta jest jak najbardziej adekwatna do tego, co zastaliśmy na miejscu! Do groty prowadzi droga na klifach. Sama Poesia to oczko w skałach, z którego można wypłynąć na otwarte morze. Michał i Radek byli zachwyceni tym miejscem. Iza i ja równie mocno, bo widok był niesamowity!

Po krótkiej kąpieli w grocie (dobrze, że przyjechaliśmy tam po 10, bo już po 11 zaczęło być ciasno. Wolę nie myśleć, co tam się dzieje w sezonie…) wsiedliśmy w auto, by pojechać do kolejnego punktu: Torre Sant’ Andrea. Tutaj nie było jak się wykąpać, ale to nic. Krajobraz nas powalił!!!

Następnym przystankiem była plaża Baia Dei Turchi. Szeroka, piaszczysta, po prostu cudowna. Na piasku wylegiwały się włoskie rodziny. To fajna odmiana, gdy do tej pory zastawaliśmy pustki.

Najdalej wysuniętym na południe kierunkiem naszej podróży było Otranto, w którym zjedliśmy przepyszne lody (sieciówki Martinucci). Samo miasto zachwycające z niewielką promenadą, uwielbiane przez Włochów.

Pod wieczór w drodze powrotnej zajechaliśmy do Ostuni. Białe miasto na wzgórzu  prezentowało się pięknie podczas zachodu słońca i nocą. Jego centrum stanowi plac  Piazza della Libertà. W pobliżu placu zjedliśmy jeden z lepszych obiadów w Caffe Fanelli (polecam bakłażan zapiekany z serem, pieczarkami i sosem pomidorowym).

Matera i Marina di Ginosa

Z Monopoli do Matery jest 76km. Droga bardzo przyjemna pośród Masserii  (gospodarstw agroturystycznych). Żałujemy, że nie braliśmy ich pod uwagę. Na wizytę w takim miejscu trzeba się umówić wcześniej.

Wjazd do Matery wyglądał imponująco. Stara część miasta (Sassi) jest dosłownie wykuta w skałach a w dole rozpościera się wąwóz.  Na zwiedzanie Matery warto poświęcić co najmniej pół dnia. Jest tam tyle uliczek i schowanych miejsc, że godzina czy dwie to absolutnie za mało. A do tego ten widok na wąwóz! To miejsce przenosi do przeszłości. Historię i upływ czasu widać na każdym kroku. Co najciekawsze, nie jest to popularne miejsce. Dla nas był to ogromny plus 🙂

Będąc w Materze i już tak blisko Morza Jońskiego nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności plażowania w najbliższym mieście Marina di Ginosa. Jest to typowy kurort, który na pewno latem tętni życiem. Trafiliśmy tam oczywiście podczas sjesty, więc na ulicach nie było żywego ducha a niemal wszystko było pozamykane. Tym większa była przyjemność z posiadania plaży tylko dla siebie.

Monopoli i Lecce

Przedostatniego dnia delikatnie zwolniliśmy tempo. Ani razu nie mieliśmy czasu poleżeć na plaży w Monopoli. Malutkiej i na swój sposób pięknej. Przejrzysta woda zachęcała do kąpieli.

W drugiej części dnia pojechaliśmy pociągiem do Lecce. Jest to historyczne miasto z ogromną ilością barokowej architektury. Niektórzy określają je mianem „Florencji południa”.

W centrum Lecce na Piazza Sant’Oronzo znajdują się pozostałości po rzymskim teatrze. Do placu prowadzą oczywiście wąskie uliczki, które w przeciwieństwie do poprzednich miast wypełnia zabudowa w jasnobrązowych, żółtych i kremowych odcieniach.  Spacer w Lecce z dodatkiem gelato w ręce to kwintesencja południa Włoch.

Na sam koniec naszego pobytu zafundowaliśmy sobie pyszną obiadokolację w restauracji Regina Margherita  w Monopoli umiejscowionej w jednym z podwórek. Jedliśmy tam najlepszą mozzarellę Buffalo na przystawkę oraz pizze i makarony.

Inne informacje

Angielski- tak, w tym regionie porozumiecie się z Włochami po angielsku. Jest to co najmniej dziwne w porównaniu z innymi bardziej turystycznymi częściami Włoch.

Transport publiczny, informacja turystyczna – drogi i trasy są dobrze oznaczone, w większych miastach znajdziecie punkty informacji turystycznej, pociągi i autobusy jeżdżą w miarę punktualnie, region jest świetnie skomunikowany.

 Polacy – wbrew temu, co wyczytałam, spotkaliśmy bardzo wielu rodaków. Zdaje się, że i ten region zaczyna przyciągać naszych. Na razie są to osoby wynajmujące mieszkania lub pokoje i raczej nastawione na zwiedzanie lub spokojne odkrywanie okolic. Hoteli w Apulii jest jak na lekarstwo a z All inclusive  jeszcze się nie spotkałam.

Parkowanie i jazda autem – generalnie we Włoszech należy bardzo zwracać uwagę na miejsca parkingowe. To,że jest, nie oznacza, że można tam zaparkować. Część miejsc dostępna jest tylko dla mieszkańców, część jest darmowa a część płatna w określonych godzinach (informacje znajdują się na tabliczkach przy parkingu).  Parkować można tylko w miejscach wyznaczonych, choć Włosi łamią ten zakaz nagminnie (np. stają na pasach, w martwych strefach, parkują podwójnie itd.). Prowadzenie auta w Bari było dla nas ostrą jazdą bez trzymanki. Otrąbiono nas kilkanaście razy, wymijano w niebezpiecznych miejscach, wymuszano pierwszeństwo, piesi pakowali nam się pod auto. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i być czujnym z każdej strony.

Podsumowanie,nasza Apulia w liczbach

1873km tyle kilometrów przejechaliśmy łącznie pociągami, autobusami i samochodem będąc w Apulii

49 tyle wypiliśmy łącznie kaw podczas 10 dniowego pobytu (4 osoby)

23 w tylu kawiarniach, restauracjach i innych knajpkach rozkoszowaliśmy się jedzeniem

17 tyle miejsc i miast odwiedziliśmy

10 na tylu plażach leniuchowaliśmy lub napawaliśmy się ich widokiem

100 w tylu procentach polecamy Apulię!

 

Skomentuj wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry